Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar
Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu

 

Strona główna
Ogłoszenia
Apel do Kresowiaków
List Komitetu
List otwarty
Polemika
Apel
Kaplica
Ogród list
Ogród
Pomnik
Donieck
 

List otwarty do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej

 

Zarząd Główny

Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów

ul. Oławska 2, 50-123 Wrocław

tel. 71 343 49 23

 

Wrocław, 04.02.2011 r.

Szanowny Panie Marszałku, Szanowni Senatorowie!

   Jako członkowie rodzin pomordowanych przez OUN-UPA, zrzeszeni w Stowarzyszeniu Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, po zapoznaniu się z komunikatem informującym o UCHWALE ZGROMADZENIA ELEKTORÓW z dnia 21 stycznia 2011 r. w sprawie wyboru kandydatów do Rady Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu stanowczo protestujemy przeciwko przedstawianej Senatowi kandydaturze doktora Grzegorza Motyki na członka zarządu IPN.
SUOZUN w celu upamiętniania ofiar od 1992 roku gromadzi i opracowuje świadectwa zbrodni banderowskich ludobójców. W tym zakresie ściśle współpracuje z Instytutem Pamięci Narodowej i Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Bierze udział w konferencjach naukowych i uważnie śledzi wszystkie publikacje dotyczące problematyki OUN i tzw. UPA.
   UPA stała się synonimem zniszczenia, ognia i mordów. W swoim nihilizmie w stosunku do własnego narodu miała potężnego protektora, który wspierał ją nie tylko moralnie, ale inspirował i wyposażał zbrojnie, z którym sprzęgła się na śmierć i życie, staczając się coraz niżej, na samo dno narodowej zdrady. Tym sojusznikiem okazali się rzekomi rzecznicy sprawy ukraińskiej - hitlerowscy siepacze.
   W obiegu publicystycznym funkcjonuje już pojęcie "motykowania historii", oznaczające uporczywe szukanie w archiwach dokumentów potwierdzających z góry założoną tezę, publikowanie tych dokumentów w sposób tendencyjny (nawet przez dobór cytatów), przy jednoczesnym ignorowaniu wszelkich innych źródeł informacji. Należy podkreślić, że za fałszowanie historii czytelnicy londyńskich pism "Głos Emigracji'" i "Kwartalnik Kresowy" (nr 8) przyznali Grzegorzowi Motyce niechlubną nagrodę "Oślich Uszu".
Stwierdzamy kategorycznie, że z powodu "naukowej" działalności Grzegorza Motyki nasze Stowarzyszenie jest zmuszone poświęcać wiele czasu i wysiłku na demaskowanie półprawd, które jawią się nam jako kłamstwa i manipulacje.
   Nazwa IPN jest zobowiązująca. Jak wynika z tej nazwy, IPN powinien być instytucją, w której pracują kustosze pamięci narodowej, ludzie zasłużeni dla upamiętniania dziejów Narodu Polskiego. Z całą pewnością Motyka do nich nie należy.
   Droga półprawd (które jawią się nam jako kłamstwa i manipulacje) Grzegorza Motyki rozpoczęła się wtedy, gdy założył on, że "celem prowadzonej w PRL negatywnej propagandy na temat UPA było zniechęcenie Polaków do idei niepodległości Ukrainy, ukojenie tęsknoty za kresami wysiedlonych Polaków i przedstawienie funkcjonariuszy Polski Ludowej walczących z UPA jako polskich patriotów".
   Fałszywość tego założenia jest oczywista. Ludobójstwo popełnione przez UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej było w PRL tematem tabu. Co więcej, pierwsze poważne opracowanie tego tematu dokonane przez Antoniego B. Szcześniaka oraz Wiesława Z. Szotę w wydanej w 1973 r. pracy "Droga donikąd" zostało na żądanie ambasadora ZSRR wycofane z obiegu publicznego!
   Ihor Iljuszyn i Grzegorz Motyka zgodnie uważają, że "historiografie niepodległej Ukrainy i Polski odziedziczyły po epoce komunizmu zniekształcony obraz UPA i stosunków polsko-ukraińskich, w związku z czym muszą od podstaw prowadzić badania tej tematyki". Dla G. Motyki "Zbrodnie popełnione na polskiej ludności cywilnej są krwawą skazą na ukraińskim ruchu partyzanckim. I cechą, jak się wydaje, wyróżniającą go spośród innych ruchów antykomunistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej." Tak więc zbrodnia ludobójstwa jest tylko "skazą" i "cechą", a OUN-UPA pozostaje "ukraińskim antykomunistycznym ruchem partyzanckim". Równie dobrze G. Motyka mógłby dowodzić przez analogię, że NSDAP i SS to "niemieckie organizacje antykomunistyczne", na których ciąży drobna "skaza" Holokaustu.
   W naszej ocenie dr Grzegorz Motyka realizuje jakąś swoją misję korygowania rzekomo zniekształconego wizerunku OUN-UPA i jawi nam się jak swojego rodzaju "adwokat" UPA. Z tego względu prowadzone przez niego badania archiwalne i analizy są pozbawione cech obiektywności, mają po prostu charakter stronniczy. Materiał dotyczący wszystkich poczynań, które jawią się nam jako kłamstwa i manipulacje, jest zbyt obszerny, jesteśmy więc zmuszeni ograniczyć się tylko do podania najbardziej jaskrawych przykładów wypaczania przez Grzegorza Motykę prawdy historycznej w załączniku, zamieszczonym do naszego listu otwartego.
   Przedstawiony tu fragmentaryczny z uwagi na brak miejsca materiał jednoznacznie przedstawia sylwetkę G. Motyki jako historyka wyjątkowo nierzetelnego i tendencyjnego, który zawęża problem ludobójstwa wyłącznie do Wołynia, tworzy obraz działalności UPA na podstawie wyselekcjonowanych dokumentów, stosuje nieadekwatną terminologię, przyczyniając się tym samym do nobilitacji OUN-UPA. Naszym zdaniem adwokat zbrodniczej organizacji odpowiedzialnej za zbrodnie na ludności polskiej nie jest w IPN potrzebny. IPN jest instytucją do zachowania pamięci polskich obywateli - ofiar. Nie potrzebuje specjalistów od usprawiedliwiania katów. Jeśli dr Motyka pragnie studiować "chwalebne" strony działalności OUN-UPA, niechaj to czyni na własny rachunek.
   W tej sytuacji nasze Stowarzyszenie nie może postąpić inaczej, jak tylko domagać się stanowczo, by dr Grzegorz Motyka nie znalazł się w Radzie Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Musimy działać zgodnie z naszym Statutem oraz zgodnie z Uchwałą Sejmu z dnia 15 lipca 2009 roku o upamiętnianiu ofiar masowych mordów dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów. Działalność Grzegorza Motyki jest sprzeczna z wymienionymi dokumentami. Nasz list otwarty zostanie zamieszczony na stronie internetowej SUOZUN, opublikowany w naszym periodyku "Na rubieży", zwrócimy się o poparcie do innych organizacji społecznych, kombatanckich i patriotycznych. Jeśli nasza petycja i przedstawione w niej argumenty nie odniosą skutku, będziemy zmuszeni zaostrzyć formy protestu.

 

Z poważaniem - Szczepan Siekierka

Prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni

Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu

 

Do wiadomości:

1) Sejm - Kancelaria Sejmu: ul. Wiejska 4/6/8 00-902 Warszawa

2) Kancelaria Prezydenta listy@prezydent.pl ul. Wiejska 10 00-902 Warszawa

3) Kancelaria Premiera kontakt@kprm.gov.pl 00-583 Warszawa, Al. Ujazdowskie 1/3

4) Instytut Pamięci Narodowej ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa o.warszawa@ipn.gov.pl

5) Instytut Pamięci Narodowej ul. Reformacka 3, 31-012 Kraków oddzial.krakow@ipn.gov.pl

6) Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa 00-926 Warszawa ul. Wspólna 2 (IV p.) rada@radaopwim.gov.pl

7) Media

 

Załącznik do LISTU OTWARTEGO DO SENATU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Niektóre zarzuty stawiane przez środowiska kombatanckie, kresowe i patriotyczne wobec treści publikacji pana doktora Grzegorza Motyki:

1) Stosowanie nieadekwatnej terminologii, eufemizmów. Ludobójstwo dokonane na bezbronnej ludności nazywane jest przez Motykę "akcją antypolską", czyli dokładnie tak, jak w oficjalnych dokumentach OUN-UPA. Naśladując banderowską propagandę, operuje on też takimi pojęciami jak: „ataki na polskie miejscowości”, „usuwanie Polaków z naszych ziem”, „działania przeciwko Polakom”, „wydarzenia wołyńskie”, „wydarzenia w Galicji Wschodniej”, „przepędzenie ludności polskiej”, „wojna ”, „krwawy konflikt, który rozgorzał” (bezosobowo, jak zjawisko pogodowe!), „wybuch powstania” (powstanie jest akcją zbrojną przeciw aktualnej władzy, czyli powinno być skierowane przeciwko Niemcom, a nie bezbronnej ludności), „uzyskać teren czysty etnicznie”, „banderowska akcja”. Przede wszystkim jednak posługuje się eufemizmem „antypolska akcja”, który w opracowanych przez siebie Tekach edukacyjnych, przeznaczonych dla uczniów szkół średnich, używa aż 35 razy.
   Grzegorz Motyka odrzuca używanie pojęcia „ludobójstwa” w stosunku do zbrodni OUN-UPA, pomimo, że tylko taka wykładnia prawna jest poprawna. W "Rzeczpospolitej" (12, 24-25.05.2003) pisze: "Trudno zgodzić się z tak kategorycznym podejściem. "Ludobójstwo" jest terminem prawnym sprowadzającym wszystko, co wówczas wydarzyło się na Wołyniu, do problemu odpowiedzialności prawnej".

2) Spłycanie czy wręcz pomijanie źródeł ideowych, na których oparła się ludobójcza działalność OUN-UPA. W Tekach edukacyjnych nie ma wzmianki o ideologii, która pchnęła Ukraińców-Haliczan, zorganizowanych w OUN-UPA, do wyrafinowanych zbrodni na Polakach, będących częstokroć ich bliskimi krewnymi. Całe to barbarzyństwo popełniane w imieniu własnym, czy też na żądanie hitlerowskich Niemiec oraz wspólnie z nimi, staje się niezrozumiałe bez uwzględnienia ideologii ukraińskich nacjonalistów. Grzegorz Motyka, aby nie być posądzonym, że w ogóle nie wspomina o nacjonalistycznej ideologii OUN, na stronie 14 Tek edukacyjnych cytuje nawet urywki z tzw. „dekalogu nacjonalisty”, z tym że przemilcza pełną nazwę tego dokumentu, która brzmi: „dekalog ukraińskiego nacjonalisty”. Ponadto podaje, że punkt 7. tego Dekalogu brzmi: „Nie zawahasz się wykonać najniebezpieczniejszego czynu, kiedy tego wymaga dobro sprawy” . Wydaje nam się, że JEST TO ŚWIADOME FAŁSZERSTWO DRA GRZEGORZA MOTYKI, bo ów punkt głosi: Nie zawahasz się wykonać największego przestępstwa (ew. największej zbrodni), jeśli tego wymagać będzie dobro Sprawy. Ukraińskie słowo „złoczyn” nie może być tłumaczone jako „najniebezpieczniejszy czyn”. „Złoczyn” znaczy „przestępstwo” lub „zbrodnia” i nie ma innych znaczeń. NASTĘPNE ZNIEKSZTAŁCENIE RZECZYWISTOŚCI dotyczy innego punktu Dekalogu… W tłumaczeniu dra Grzegorza Motyki punkt ten brzmi: „Nienawiścią i bezwzględną walką będziesz przyjmował wroga Twego Narodu”. A POWINNO BYĆ: „Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmować wroga Twojej Nacji”. Podstęp znaczy „pidstup”, a walka znaczy „borotba” - pomylić te pojęcia może tylko ten Ukrainiec, który chce je pomylić.

3) Manipulacja słowem, zmierzająca do zmniejszenia odpowiedzialności OUN-UPA za zbrodnie. G. Motyka pisze np.: "W latach 1943-1944 w ramach antypolskiej akcji próbowała (UPA) usunąć siłą Polaków z ziem uznanych za ukraińskie, co przerodziło się w masowe rzezie ludności cywilnej". Otóż UPA niczego nie próbowała, UPA planowo, zgodnie z rozkazem dowódcy UPA Mikoły Łebedia, przystąpiła do rzezi bezbronnej polskiej ludności Wołynia. Rozkaz był krótki: "natychmiast i jak najprędzej zakończyć akcję totalnego oczyszczenia ukraińskiego terytorium z ludności polskiej".
   Oto kolejny przykład. Na str. 29 Tek edukacyjnych przytoczony został rozkaz dowódcy UPA na Pogórzu Przemyskim i w Bieszczadach mjr. Wasyla Mizernego „Rena”: „[…] przypominam, że nakazane w poprzedniej instrukcji chwytanie i zwalnianie żołnierzy wrogich armii, nie będących indywidualnie odpowiedzialnymi za przestępstwa przeciwko ukraińskiej ludności - jest obowiązkiem…" Rozkaz ten Motyka opatruje pytaniami: „Określ, w jaki sposób nakazywano traktować jeńców, którzy dostali się do niewoli UPA? Wykorzystując wiedzę źródłową i pozaźródłową, odpowiedz, co było przyczyną takiej dyrektywy (...)".
   Czemu ma służyć zapoznawanie młodzieży polskiej z czymś, czego realnie w tzw. UPA nie było? Jeśli nawet taki świstek papieru został znaleziony w archiwach, to najwyraźniej intencją jego publikacji jest dążenie do zakrycia nim obrazu dziesiątków tysięcy zmasakrowanych ciał nieszczęśników, którzy trafili w ręce bandytów z tzw. UPA.

4) Manipulacja faktami, zmierzająca do obciążania Polaków zbrodniami popełnionymi przez Niemców. Stanowi ją m. in próba obciążenia sumienia Polaków zbrodnią w Malinie. W 1998 r. w kwartalniku „Karta” nr 24 ukazał artykuł dra Grzegorza Motyki, podówczas historyka związanego z IPN, pt. Polski policjant na Wołyniu, oskarżający Polaków (konkretnie: polską policję pomocniczą, sformowaną przez niemieckiego okupanta) o wymordowanie w lipcu 1943 r. wespół z Niemcami czeskiej kolonii Malin na Wołyniu. Ofiarami masakry miało paść 624 Czechów i 124 Ukraińców (co, wedle dr Motyki, „potwierdzają inne źródła”). Autor powołał się na Lwa Szankowśkiego, emigracyjnego historyka ukraińskiego z Kanady, ponoć „jednego z najlepszych znawców dziejów UPA”.
  
"Błąd" G. Motyki został zdemaskowany przez Jaroslava Meca, przedstawiciela Stowarzyszenia Czechów Wołyńskich, w referacie wygłoszonym na sympozjum „Ludobójstwo i wygnania na Kresach” w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu. Mec, przedstawiając męczeństwo wołyńskich Czechów podczas II wojny światowej, opisał zagładę Malin - „największą tragedię wołyńskich Czechów”. Sprawcami zbrodni byli Niemcy, którzy „spędzili mieszkańców do cerkwi, szkoły i niektórych budynków, po czym polali je benzyną i zapalili”. Również liczba ofiar, podana przez Motykę, nie odpowiada prawdzie. Zginęło bowiem 374 Czechów (w tym 105 dzieci), poza tym 132 ich ukraińskich sąsiadów oraz 26 Polaków.
   W 2000 r. na rynku wydawniczym ukazało się Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945 autorstwa Ewy i Władysława Siemaszków - wspaniała, monumentalna, blisko 1500-stronicowa praca, oparta na przebogatym materiale źródłowym. Autorzy powołują się na wiele źródeł, w tym na ustalenia komisji śledczej, utworzonej przez generała Ludwika Svobodę, dowódcę Pierwszego Samodzielnego Korpusu Czechosłowackiego w ZSRS. Siemaszkowie cytują wypowiedź Jaroslava Meca, będącą w istocie podsumowaniem sporu o zbrodnię w Malinie: „Pragnę poinformować, że według znanych mi dostępnych dokumentów nigdy nie zetknąłem się z tymi [o Polakach pacyfikujących Malin] informacjami. (...) Nikt i nigdy nie miał wątpliwości, że zbrodni tej dokonali Niemcy przy udziale policji ukraińskiej” (Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo..., s. 79).
   Zbyt dużo jest tu niezgodności z faktami, aby uznać, że to tylko "błąd w sztuce". Dlaczego  dr Motyka z uporem "mylił się" na temat zbrodni w Malinie, dlaczego nie sięgnął do źródeł czeskich? Nieodparcie nasuwa się odpowiedź, że realizuje on z góry założone zadanie - zminimalizować zbrodnie banderowców i stworzyć wrażenie "symetrii zbrodni". Dopiero cztery lata po udowodnieniu prawdy G. Motyka przyznał się częściowo do "błędu", jednak uparcie zastrzegał, że ocaleni z zagłady w Malinie Czesi "mogli nie zauważyć polskich policjantów".

5) Dr Motyka stawia znak równości między AK a UPA. Czyni to m. in. w artykule Ukraińska Armia Krajowa ("Wprost", 06.10.2002).

6) Stara się udowodnić, że Stepan Bandera nie jest odpowiedzialny za zbrodnie na polskiej ludności Kresów. W wywiadzie udzielonym „Przeglądowi” (2008-07-21, nr 30) stwierdza: "Bandera nie jest bezpośrednio odpowiedzialny za zbrodnię wołyńską, ponieważ w tym czasie znajdował się w niemieckim obozie koncentracyjnym". To kolejne mijanie się z prawdą historyczną. Chcąc uzyskać rzetelną wiedzę, wystarczy zwrócić się (nawet za pośrednictwem poczty elektronicznej) do muzeum obozowego w Sachsenhausen. Dostępne dla każdego dokumenty archiwalne stwierdzają, że Stepan Bandera przybył do obozu w Sachsenhausen dopiero w październiku 1943 r. W czasie kulminacji wołyńskiej zbrodni Bandera nie przebywał  w obozie Sachsenhausen! Motyka lekceważy dokumenty. Wykazuje się zadziwiającą, jak na historyka, nonszalancją. Przejawia wielką łatwość odrzucania faktów niewygodnych dla założonej tezy.

7) W książce "Pany i rezuny. Współpraca AK-WiN i UPA 1945-1947" Warszawa, 1997, obszernie stara się udowodnić, że taka współpraca była. Jest to temat marginalny, spychający jedynie opinię polską na boczny, może nawet ślepy tor, albowiem do współpracy AK jako takiej i UPA jako takiej nigdy nie doszło. Temat "współpracy" powinien dr Motyka zacząć od szczegółowego omówienia sprawy zorganizowania, z inicjatywy ounowców, przez nauczyciela Celestyna Dąbrowskiego, złożonego z Polaków 20-osobowego oddziału, który, razem z UPA, miał rzekomo walczyć z Niemcami, faktycznie zaś nie tylko ten oddział, ale też cała ludność Dominopola podstępnie została przez UPA-SB wymordowana. Opisał to Danyło Szumuk, politruk UPA. Powinien zacząć od omówienia przyczyny śmierci porucznika Zygmunta Rumla i Krzysztofa Markiewicza, których, gdy w lipcu 1943 roku udali się na spotkanie z UPA jako parlamentariusze, zamordowano w sposób podstępny i okrutny. Dlaczego dr Motyka zataja te fakty - oto jest pytanie. Przecież to były bardzo ważne momenty w kontaktach AK - UPA. Niestety, nie pasowały dr Motyce do założonej i forsowanej tezy.

8)  Dr Motyka nie ukrywa nawet swojej sympatii  do OUN-UPA. Napisał bowiem na stronie 52 wymienionej wyżej książki "...dziś Zachodnia Ukraina jest najbardziej uświadomionym narodowościowo regionem w całym kraju (....) ma w tym swój udział bohaterska i zarazem okrutna UPA."  Skomentujemy to tak: wydaje nam się, że pan dr Motyka ma swój udział w procesie heroizacji OUN - UPA na Zachodniej Ukrainie. Zwolennicy banderowców powołują się na jego książki. A skutek jest taki, że nacjonaliści w taki sposób wspierani propagandowo z Polski już wysuwają roszczenia terytorialne wobec... Polski. A marsze we Lwowie nacjonalistów z pochodniami dokładnie przypomina narodziny faszyzmu w Niemczech. Sami Ukraińcy są przerażeni.

9) U Grzegorza Motyki ignorancja idzie w parze z arogancją. Atakuje on personalnie rzetelnych badaczy, którzy mają odwagę przekazywać prawdę o ludobójstwie dokonanym przez bandy OUN-UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Ostro atakował na przykład prof. Ryszarda Szawłowskiego za Wstęp do pracy Siemaszków oraz dra. hab. Wiktora Poliszczuka za książkę Gorzka prawda. Atakował panią dr Lucynę Kulińską oraz krytykował konferencję poświęconą ludobójstwu OUN - UPA.

 

Strona główna | Ogłoszenia | Apel do Kresowiaków | List Komitetu | List otwarty | Polemika | Apel | Kaplica | Ogród list | Ogród | Pomnik | Donieck