|
Stowarzyszenie Upamiętnienia
Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu |
|
|
Polemika do "Listu otwartego do Senatu RP"
W odpowiedzi na list otwarty Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (SUOZUN) do Senatu z dnia 4 lutego 2011 r. „Gazeta Wyborcza” zareagowała, publikując 7 lutego wywiad z Grzegorzem Motyką pod tytułem Zamach Kresowiaków na Motykę http://wyborcza.pl/1,75248,9062828,Zamach_Kresowiakow_na_Motyke.html Jak zwykle w tej gazecie, już w tytule dziennikarz Marcin Wojciechowski (reprezentujący redakcję gazety, o której Antoni Klusik z Opola publicznie stwierdza, że jest „organizacją przestępczą, wrogą naszej cywilizacji” dał wyraz swoim sympatiom. W świetle wskazanego tytułu okazuje się, że prawy i rzetelny historyk bezpodstawnie atakowany jest przez „kresowiaków”, prawie terrorystów, no bo kto dokonuje „zamachów”? Podjęto dyskusję ze środowiskiem Kresowian, szkoda tylko, że nikt z obrońców Grzegorza Motyki (w takiej roli wystąpiła również na stronie internetowej Katolickiej Agencji Informacyjnej osoba sygnująca się inicjałami mj, Lublin, 3 lutego 2011 r.) http://ekai.pl/diecezje/lubelska/x38184/dyskusja-wokol-kandydatury-prof-motyki-do-rady-ipn/ nie odnosi się w sposób merytoryczny do powodów, które skłoniły to środowisko do wyrażenia protestu. Kto „gloryfikuje nacjonalizm ukraiński OUN-UPA”?– pyta Marcin Wojciechowski. I pada odpowiedź, że Grzegorz Motyka tego nie czyni. Niestety, tej konstatacji przeczą wypowiedzi Grzegorza Motyki zawarte w publikowanych przez niego opracowaniach. Wynika z nich, że: – „...dziś Zachodnia Ukraina jest najbardziej uświadomionym narodowościowo regionem w całym kraju (....) ma w tym swój udział bohaterska i zarazem okrutna UPA” (G. Motyka, R. Wnuk, Pany i rezuny, Warszawa 1997); – UPA stanowi „ukraińską AK” http://www.wprost.pl/ar/14101/Ukrainska-Armia-Krajowa – istniało zjawisko „bohaterskiej walki UPA” (Pany i rezuny, s. 52), „długoletniej niezłomnej walki o niepodległość” czy „jasnych kart tej organizacji” (Ukraińska partyzantka, s. 660). Marcin Wojciechowski zadaje następne pytanie: „Dlaczego organizacje kresowe tak pana nie lubią?” Grzegorz Motyka odpowiada: „Kresowiacy przedstawiają nieprawdziwe informacje na mój temat. Słyszę, że nie uznaję czystek etnicznych wobec polskiej ludności na Wołyniu i w Galicji Wschodniej za ludobójstwo. Tymczasem wielokrotnie wypowiadałem się, że te zbrodnie noszą znamiona ludobójstwa”. Podziwu godna konsekwencja. Więc kolejny raz Grzegorz Motyka publicznie wypowiedział się, że „te zbrodnie noszą znamiona ludobójstwa”, nie zdobył się, nawet zarzucając Kresowianom przedstawianie nieprawdziwych informacji, na wypowiedzenie jedynie adekwatnego określenia „ludobójstwo”. O tym, jak trudno Grzegorzowi Motyce przychodzi pisanie prawdy, jak on się przy tym męczy, jak kluczy, świadczy też inna jego wypowiedź: „nie oznacza to, że zbrodnie UPA nie nosiły znamion ludobójstwa” (Zapomnijcie o Giedroyciu, „Gazeta Wyborcza” z 24-25.05.2008 r.). W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak tylko odesłać historyka do lektury prac naukowych poświęconych problematyce ludobójstwa i ustaleń polskiej prokuratury IPN. Dalej historyk mówi: „W Polsce jestem krytykowany przez Kresowiaków, że jestem za bardzo proukraiński”. Ależ nic podobnego. Jest krytykowany dlatego, że podchodzi z wyraźną sympatią do UPA, że jest za bardzo PROBANDEROWSKI. Nie zauważyliśmy ataków na Motykę ze strony nacjonalistów ukraińskich... Na Siemaszko i księdza Isakowicza-Zaleskiego – tak, na Motykę – nie! Swoją drogą, należy oddzielić stosunki polsko-ukraińskie od polsko-banderowskich. TO NIE JEST TO SAMO! Kolejne pytanie, a właściwie sugestia: „Może Kresowiacy mają panu za złe, że występuje pan przeciwko wykorzystaniu kwestii wołyńskiej do rozgrywek politycznych z Ukrainą, np. zmuszania władz w Kijowie, by uznały tamtą tragedię za ludobójstwo?” Odpowiedź brzmi: „Prawdopodobnie o to właśnie chodzi. Środowiska kresowe uważają, że trzeba stronę ukraińską rzucić na kolana i zmusić do uznania tragedii wołyńskiej za ludobójstwo”. Mamy tu do czynienia z odwracaniem kota ogonem. To prawda o ludobójstwie OUN-UPA i pamięć ofiar jest poświęcana na „ołtarzu polityki”. To w imię polityki i politycznego „strategicznego partnerstwa” władze polskie konsekwentnie obniżają rangę rocznicy ludobójstwa 11 lipca, a media po macoszemu traktują temat kresowej traumy. To właśnie rozgrywki polityczne są powodem, że tyle lat po tragedii Kresowianie muszą wciąż upominać się o prawdę i pamięć. Kanclerz Niemiec, klęcząc przed pomnikiem warszawskiego getta, zyskał szacunek wszystkich normalnych ludzi. Nie ma nic złego w uznaniu faktów, w przyjęciu prawdy. W zakończeniu wywiadu Grzegorz Motyka wymienia sprawy, które uważa w IPN za najpilniejsze. Zaniedbanego przez tyle dziesiątków lat tematu pamięci ofiar OUN-UPA do spraw tych on nie zalicza. Tak więc w przypadku gdy Motyka będzie władny decydować o kierunkach badań w IPN, będzie kontynuowana polityka spychania w niebyt pamięci ofiar zbrodni OUN-UPA. Kaci nie zostaną potępieni. DLATEGO MUSIMY PRZECIWKO JEGO KANDYDATURZE PROTESTOWAĆ! Nieosądzony, a choćby moralnie nienapiętnowany kat, odpowie tak jak pewna Ukrainka w Porycku na pytanie jej ocalałych dawnych sąsiadów – „dlaczego żeście nas tak okrutnie mordowali, nic wam złego nie zrobiliśmy?” – „bo tak było trzeba, takie były czasy...” Czy Grzegorz Motyka nie rozumie, że nieukarane zbrodnie rodzą deprawację. Powstaje pytanie, czy nie nadejdą dla Polaków znowu takie czasy, że potomkowie członków UPA uznają, iż „tak będzie trzeba”? Zastanawiamy się, dlaczego Motyka czyni wysiłki, aby nie dostrzegać tej najczarniejszej strony OUN-UPA? Bo to temat „tabu”, których poruszanie grozi narażaniem kariery? Można wiele się nauczyć na przykładzie wieloletnich perypetii z wydaniem książki Władysława i Ewy Siemaszków Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945 i książek o tej tematyce wydawanych przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. Na „poprawne politycznie” i zgodne z aktualnymi dyrektywami „mocodawców” projekty, prace, książki zawsze znajdą się dotacje i stypendia z kraju i zza granicy. Nawet jeśli przeinaczanie dziejów dla historyka nie jest komfortowe moralnie, to zapewnia ono nagrody, granty i inne materialne profity. Być może dlatego właśnie nie możemy się dowiedzieć z opracowań Grzegorza Motyki tej prostej prawdy, że: „(OUN/B) było wojowniczą faszystowską organizacją”? (R. Breitman, N. J.W. Goda, Cień Hitlera. Nazistowscy zbrodniarze wojenni, wywiad amerykański i Zimna Wojna”, rozdz. V, zob. http://stowbial.nazwa.pl/pk/ROZDZIAL.pdf ponadto w języku angielskim http://stowbial.nazwa.pl/pk/RAPORT.pdf „Gazeta Wyborcza” (środa, 11 czerwca 2003 r.) opublikowała artykuł Sławomira Sierakowskiego Chcemy innej historii, w którym autor, wraz z Redakcją „Gazety Wyborczej” narusza dobra osobiste Wiktora Poliszczuka. W szczególności mowa w nim o tym, że (cyt. za Wiktorem Poliszczukiem) http://jednodniowka.pl/readarticle.php?article_id=31 ) „Jego „prace wydaje Komunistyczna Partia Ukrainy”, co jest powtórzeniem pomówienia w wykonaniu Grzegorza Motyki, które można odczytać jako sugestię, że Wiktor Poliszczuk współpracował z KPU lub jest jej sympatykiem i jest to usiłowanie zaszeregowania Go do komunistycznych autorów, a to w dzisiejszej konstelacji politycznej nie jest obojętne dla autora obiektywnych prac naukowych. Motyka nie potrafił merytorycznie odpowiedzieć na merytoryczne zarzuty Poliszczuka inaczej, niż metodami z arsenału propagandy banderowskiej - że Poliszczuk jest ... komunistą!” Grzegorz Motyka nie rozumie, że komuniści ukraińscy to nie to samo, co naród ukraiński. Jako historyk powinien on wiedzieć, że do dziś Rada Najwyższa Ukrainy nie uznała OUN-UPA za formację narodowowyzwoleńczą narodu ukraińskiego. Powinien też mieć świadomość, że Międzynarodowa Federacja Weteranów II Wojny Światowej nie przyjęła w swe szeregi UPA właśnie dlatego, że nie była ona strukturą narodowowyzwoleńczą narodu ukraińskiego, bo OUN-UPA była strukturą zbrodniczą o faszystowskiej ideologii. Stawiamy pytanie (za przykładem Wiktora Poliszczuka) Grzegorzowi Motyce, a wraz z nim „wybitnemu intelektualiście ukraińskiemu, dyrektorowi Instytutu Badań Historycznych Uniwersytetu we Lwowie” Jarosławowi Hrycakowi, profesorom Jarosławowi Isajewyczowi, Jarosławowi Daszkewyczowi, Wołodymyrowi Serhijczukowi oraz Stanisławowi Władysławowyczowi Kulczyćkiemu, czy wiedzą oni cokolwiek o kilkudziesięciu tysiącach ukraińskich ofiar OUN Bandery? Dla nas fakt, iż OUN Bandery ma na swym sumieniu co najmniej 80.000 ukraińskich ofiar, jest sprawą o znaczeniu zasadniczym. Fakt ten uzmysławia, że to nie „Ukraińcy”, nie „chłopi wołyńscy” mordowali ludność polską, lecz mordowali ją, podobnie jak ludność ukraińską, banderowcy, to znaczy członkowie struktur zbrojnych OUN Bandery. Kto te struktury broni, usprawiedliwia, usiłuje je zrównać z bezbronną ludnością, albo nawet z AK – ten nie zasługuje na szacunek ani jako człowiek, ani jako człowiek nauki. Wciąż na badacza czeka problem wymordowania przez OUN - UPA tzw. kałakutów. Na ten temat pisze jeden z czołowych działaczy ukraińskich, Iwan Kedryn-Rudnyćkyj: „Najciemniejszą stroną w księdze ukraińskich bojówek jest, chyba, wyniszczanie przez nie w niektórych wsiach Ukraińców, ale rzymskich katolików, tak zwanych „łacinników”. Nikt dotychczas nie podliczył ilu „kałakutów” i „łacinników” zamordowali banderowcy, ale choćby z przytoczonej tu wypowiedzi wynika, że była to stała praktyka OUN Bandery. Przed historykami z IPN lub innymi stoi zadanie opracowania tego tematu. Dlaczego Grzegorz Motyka nie podejmuje tego tematu, obiektywnie, dla prawdy, aż do bólu? Ludność ukraińska była mordowana w wyniku przyjętych przez członków ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego zasad ideologicznych. Nie ma racji Grzegorz Motyka, jeśli doszukuje się innych przyczyn zabijania ludności polskiej. U podstaw masowych mordów dokonywanych ludności polskiej i ukraińskiej leżały motywy ideologiczne i polityczne. Ksiądz greckokatolicki, doktor chrześcijańskiej teologii, były członek OUN, Jurij Fedoriw, tak ocenił ideologię OUN: „Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego ... tu wymagało się zaprzeczenia wszystkiego – ojca i matki, Boga i sumienia, prawa i etyki, miłości bliźniego i uczuć osobistych”. Na witrynie internetowej wspomnianej wcześniej Katolickiej Agencji Informacyjnej czytamy, że Grzegorza Motykę „/…/ naukowca, który jest laureatem prestiżowych nagród za budowanie pojednania między Polakami a Ukraińcami, broni m.in. prof. Michał Łesiów, ukrainista, pierwszy polski grekokatolik, który otrzymał medal papieski Pro Ecclesia et Pontifice.” Jego zdaniem prof. Motyka jest wyjątkowo uczciwy w swych badaniach historycznych: „Stara się być obiektywny, a ludzie obiektywni nie zawsze są dobrze rozumiani przez jedną czy drugą stronę”. Powstaje pytanie: Czy obiektywność polega na tym, żeby uznać prawo OUN-UPA do wymordowania ludności cywilnej – dzieci, kobiet, starców? Na przyznaniu, że były ku temu ważne powody, racje? Otóż tacy ludzie po prostu oswajają ze zbrodnią, wmawiają, że to normalność, a nie odrażająca patologia, że odpowiedzialność zbiorowa jest prawem naturalnym. Prawdą jest, że nagrody KAPITUŁY POJEDNANIA POLSKO-UKRAIŃSKIEGO otrzymali Marcin Wojciechowski, Paweł Smoleński, Grzegorz Motyka, którzy konsekwentnie krytykują pogrążonych w traumie Kresowian za ich pamięć o ofiarach i wydaje się, że dążą do rehabilitacji katów-zbrodniarzy. Jak zaznaczają członkowie Kapituły, laureaci w swojej działalności starają się „obiektywnie patrzeć na trudne fakty historyczne, rzetelnie wyważać racje zarówno strony polskiej, jak i ukraińskiej, budując mosty łączące trudne doświadczenia historii z nowym spojrzeniem na przyszłość w stosunkach polsko–ukraińskich”. Natomiast na nagrodę Kapituły nie doczekali się Ukraińcy - Sprawiedliwi, którzy ratowali życie mordowanym polskim sąsiadom. Chcemy na to odpowiedzieć słowami Ukraińca Wiktora Poliszczuka: „Między narodem polskim i ukraińskim nie było i nie ma konfliktu, stąd mowa o polsko-ukraińskim pojednaniu jest bezprzedmiotowa. Na styku polsko-ukraińskim istnieje jedynie problem zbrodniczej działalności OUN i jej struktur zbrojnych. O pojednaniu z nimi można by mówić z pozycji chrześcijańskich, gdyby ich przywódcy lub wyraziciele pokajali się za popełnione zbrodnie, ale ... oni je i ich wykonawców gloryfikują. Nie może więc być mowy o pojednaniu z nimi. Jeżeli nie dojdzie do oficjalnego potępienia (przez prezydentów, lub parlamenty) OUN i jej struktur za popełnioną zbrodnię ludobójstwa na ludności polskiej i ukraińskiej, zakłamanie historii będzie się pogłębiać i przez to nie dojdzie do normalizacji stosunków polsko-ukraińskich na płaszczyźnie społeczeństw. Trzeba mieć świadomość tego, że dziś na południowo-wschodnich obszarach II Rzeczypospolitej prowadzona jest intensywna, antypolska propaganda, ma miejsce kształtowanie postaw nienawiści do Polaków.” Nie ma bardziej przyjaznych związków pomiędzy Ukraińcami a Polakami, niż pomiędzy Sprawiedliwymi Ukraińcami, a uratowanymi przez nich od śmierci Polakami. KAPITUŁA POJEDNANIA POLSKO-UKRAIŃSKIEGO nie potrzebuje nadawać nagród tym Sprawiedliwym Ukraińcom? Nie chce przypominać tych wspaniałych momentów polsko-ukraińskiej historii? Chyba nie, ona woli o nich zapomnieć, ona chce nagradzać tych, którzy wykażą, że banderowcy mieli swoje prawo do mordowania i ofiary powinny to zrozumieć i zamilknąć na zawsze. Warto zwrócić uwagę, że Kapituła Pojednania Polsko–Ukraińskiego, która nagrodziła Grzegorza Motykę Nagrodą Pojednania w 2009 r., taką samą nagrodę przyznała Iwanowi Wakarczukowi, byłemu ministrowi oświaty Ukrainy za czasów prezydentury Wiktora Juszczenki, który nadzorował wprowadzenie do programów szkolnych spreparowanej historii OUN-UPA. Należy dodać, że w 1999 r. Grzegorz Motyka otrzymał Nagrodę „Przeglądu Wschodniego”. Wśród laureatów tej nagrody są m.in. Bohdan Osadczuk (członek OUN, stypendysta Hitlera, w czasie II wojny światowej studiował w Berlinie, takich ludzi zwykliśmy nazywać kolaborantami), Norman Davies, Anne Applebaum i Bogumiła Berdychowska, która stanowczo sprzeciwiła się uczczeniu pamięci ofiar ludobójstwa OUN-UPA pomnikiem w Warszawie. Kresowianie i ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski wielokrotnie powtarzali, że chcą przyjaznych stosunków z państwem i narodem Ukrainy. To samo mówią i rzekomo w tym samym kierunku działają ludzie z kręgu wymienionych tu laureatów nagrody KAPITUŁY POJEDNANIA POLSKO-UKRAIŃSKIEGO, a także ze środowiska „Gazety Wyborczej”. Spróbujmy wskazać, na czym polega zasadnicza różnica pomiędzy tymi grupami pragnącymi przyjaźni pomiędzy narodami. Być może uważna analiza tekstów i wypowiedzi ujawniłaby wiele różnic. Tutaj jednak chcemy wskazać tylko najważniejszą. Kresowianie pamiętają i chcą utrwalać pamięć o Ukraińcach, którzy ratowali Polaków i byli za to mordowani wraz z rodzinami przez członków OUN-UPA. Chcą upamiętnić Sprawiedliwych Ukraińców szczególnym miejscem pamięci – Ogrodem Sprawiedliwych Świata. Wysunęli więc wniosek, aby przez pamięć o szlachetnej postawie udzielać pomocy materialnej Sprawiedliwym Ukraińcom będącym w materialnej potrzebie. Kresowianie chcą stawiać pomniki ofiarom mordów, sprzeciwiają się natomiast stawianiu pomników zbrodniarzom. Te właśnie tematy „Gazeta Wyborcza” przemilcza, takich tematów Grzegorz Motyka w swoich opracowaniach nie porusza. Warto zwrócić uwagę na tę znaczącą nieobecność, na to wymowne przemilczenie.
Szczepan Siekierka Prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu
|